Estetyzm jako „gest kulturalnego oporu”

            Oskar Wild uważał, że „nie ma moralnych czy niemoralnych książek, książki mogą być tylko dobrze lub źle napisane.” Estetyzm to postawa (wspominam o literaturze, bo pod tym wzgęlem mnie interesuje)  literacka, która koncentrowała się na stronie artystycznej utworów. Nie uwzględniała zadań społecznych, które miałaby literatura wypełniać.

Lubimy obcować ze wspaniałym stylem, z historią świetnie opowiedzianą. Nie znosimy, gdy literatura manipuluje czytelnikiem, kiedy jest wykorzystywana do gierek politycznych, gdy tworzy fałszywą historię kraju i ogólny galimatias.  Dobra narracja jest najważniejsza. Jeżeli ona kuleje, to choćby autor miał do przekazania największe mądrości świata, nie doczytamy do końca. Nie znaczy to jednak, że wyznajemy zasadę „sztuka dla sztuki”. Takie sformułowanie kojarzy się z zadartym nosem i napuszeniem, ale ta formułka bardziej dotyczyła dzieł sztuki niż utworów literackich. Estetyzm nie zniósłby wspaniale rzeźbionego krzesła, na którym codziennie ktoś sadza swój zacny lub nie zacny zadek. Nie uznawał sztuki użytkowej, bo sztuka powinna tylko zachwycać. Winna „być” i roztaczać wokół siebie piękno.

W literaturze bliższy społeczeństwu jest antyestetyzm. W centrum zainteresowania pisarzy jest brzydota, kalectwo, życie prowincji, rynsztok. Bardzo lubią używać prowokacji obyczajowej, język narracji jest potoczny, nazbyt często wulgarny. Na warsztat idzie stosunek seksualny, czynności fizjologiczne i wszelkie dewiacje. Nuda.

Ani jedna ani druga skrajność nie jest dobra. Jak to ze skrajnościami bywa. Mówimy z punktu widzenia czytelnika, czytelnika zniechęconego i nieszczęśliwego, bo coraz trudniej jest dogodzić jego upodobaniom. Potrzebujemy literatury dotykającej ponadczasowych wartości. Literatury mądrej, ale nie przemądrzałej. Nie chcemy pseudo – psychologicznych wynurzeń ani miałkiej filozofii, sadzącej się na wypowiedź mędrca.

 Potrzebujemy gawędziarza, kogoś kto interesująco opowie piękną, straszną może zabawną, albo nawet dramatyczną historię. Jednak opowie ją nam, czytelnikom bez ukazywania swojego nadętego ego, bez wkładania w usta bohaterów propagandowych frazesów, bez sztucznego skandalu, by bez względu na popełnionego gniota osiągnąć sukces.

To już było. Oby się nie powtarzało.

 Uwielbiamy czytać, dlatego potrzebujemy opowieści, które żyją, bohaterów, którzy czują, a nie są stworzeni pod publikę. Może to być pogodna historia, takich także się pragnie. W zależności od nastroju.

Poczuliśmy więź z wyznawcami estetyzmu, z tymi, którzy buntowali się przeciwko powstawaniu sztuki użytkowej, choć sami na sztuce niestety się nie znamy, poczuliśmy tę więź, bo dzisiaj chodzi o literaturę bardziej niż kiedyś.

Z literatury robi się obecnie narzędzie systemowe, użytkowe, służące jako drogowskaz, w którym kierunku społeczeństwo ma patrzeć, z jaką mimiką opowiadać o fabule i kiedy ugryźć się w język. Współcześnie nie ma chyba już ani jednego problemu politycznego, którego nie przerobiliby pisarze. Poszatkowali je na kawałeczki, ugnietli, wycisnęli zeń soki i sprawili, że zaczęły cuchnąć.

W całym tym galimatiasie i wyścigu ku sławie zapomniano o człowieku. Ludzkiej istocie, która boryka się z podobnymi (choć w innej scenerii) problemami moralnymi, z wyborami, z rozpaczą, z brakiem bezpieczeństwa, z tęsknotą za dobrem, z tęsknotą za przyjaźnią, za miłością (która nie jest tylko kopulacją), za szacunkiem do sąsiada, za umiejętnością przebaczania.

Chcemy takich bohaterów. Bohaterów ludzkich, takich z którymi chciałoby się porozmawiać, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia. Niebędących na Boga kolejną kalką kogoś, kto się dobrze sprzedał przed laty, dlatego zostaje powielony kolejny raz i kolejny i kolejny…

Jest to kulturalny manifest przeciwko temu, co leży na półkach w empiku na przykład. Chcemy więcej estetyki, więcej piękna w opowieści. Pragniemy się zachwycić, wzruszyć a nie znudzić. Pragniemy życia w literaturze a nie samych odtwórczych chwytów. Chcemy w niej płomienia, ale nie chodzi o literaturę erotyczną.

 Chcemy literatury wysokiej. Jesteśmy przeciwko stylowi potocznemu, wulgaryzmom i degrengoladzie intelektualnej.

Choć wartość estetyczna utworu – wartość estetyczna sama w sobie bez kontekstu faktycznie znaczy niewiele, dlatego zamiast wzdychać i ochować, warto by było w jednym utworze połączyć estetykę języka, fabułę i mądrość,  by stworzyć strukturę umożliwiającą komunikację z czytelnikiem.

Temat nie został wyczerpany, dlatego zapraszamy do nas częściej! Bądźcie z nami!

 

 

 

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinby feather