Różowy u Zoli to kwity lombardowe

             Émil Zola, jako twórca naturalizmu, tworzył swoje teksty w oparciu o założenia tego nurtu. Powieść „W matni” jest prozą trudną. Czytać ją trzeba w skupieniu. Nie jest to czytadło, którego lekturą zabijamy czas. To opowieść o upadku kobiety, która wcale nie musiała utonąć w rynsztoku. Z powodu jednak wielu niepowodzeń stoczyła się na sam dół społecznej drabiny, upadła niżej niż prostytutki i złodzieje.

            Jej historia kończy się sceną, w której myje podłogę w sklepiku, którego niedawno jeszcze była właścicielką. Jego ściany i futryny okienne wymalowano na niebiesko; kolor nadziei, kolor spełnienia marzenia, kolor możliwości, możliwości odbicia się i wybicia od miejsca i z miejsca, które pętało jej kostki. Kolor wolności i szansy, że jeżeli tylko zechce i bardzo się postara może zmienić obecne złe życie.

            Kiedy myje tę podłogę, nurzając się w czarnym błocie, a obecna właścicielka (kobieta sprzedajna) podstawia jej pod buzię swoje obłocone stopy, główna bohaterka zatraca się całkowicie w tym brudzie.

            Kolor niebieski, błękitny niczym niebo, czysty i pogodny – to najładniejszy kolor w całym tekście, ale użyty bardzo skąpo. Jako jedyny niesie dobre skojarzenia. Zupełnie, jak roziskrzone słońcem niebo, niesie ukojenie zmęczonym oczom, kiedy szwaczka znad roboty spojrzy w okno. Ale to również szyld z wielkimi, niebieskimi literami: Destylacja.

            Czerwony i czarny występują obok siebie, jeden drugiego jest przedłużeniem, dopełnieniem, bliźniakiem. Czerwony jest kolorem uzależnienia alkoholowego, rozwiązłości, ale i ognia, czy rozgrzanego przez kowala żelaza. Czarny biegnie razem z nim, kiedy czerwone żelazo rozpala ciemności kuźni, na ścianach kładą się czerwone cienie przechodzące w najdalszych kątach w czarne smugi. Czarny to symbol upadku i rozpaczy.

            Najwięcej u Zoli jest żółtego. Ale nie słonecznego, wesołego żółtego. Tego tam prawie nie ma. Za to w nadmiarze jest brudnożółtego. To symbol brudu i skrajnego ubóstwa, albo barwa złotego płynu, tańczącego w kieliszkach. Jest to barwa niosąca negatywne skojarzenia. Symbolizuje brak chęci, bezsilność, niemożność podniesienia się z kolan. Słoneczny żółty zaś to kolor liter z szyldu utraconego sklepiku.

            Blado różowy występuje tylko kilka razy, ale zapowiada nieszczęście, bo jest kolorem kwitów lombardowych, których coraz więcej pojawia się na kastliku w mieszkaniu głównej bohaterki aż w końcu znikają, skradzione przez wiarołomnego męża.

            Biel to ściany szpitala i kolor śmierci. Nicość.

            U Zoli tekst jest nasycony barwami, ale używa ich świadomie, aby podkreślić jakość danych przedmiotów, miejsc i uczuć. Ani jeden wyraz nie jest tutaj przypadkowy.

            Czytajcie kolejne wpisy!

 

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinby feather

One thought on “Różowy u Zoli to kwity lombardowe

Comments are closed.