Kobiety boją się ryzyka

Sznury pereł, gładkie fale na głowach, dopasowane suknie i obszerne futrzane kołnierze – kobieta Dwudziestolecia. Dominowała sylwetka chłopczycy. Płasko, bez wcięć i bez wypukłości. Jakby tak „przebiec” się po epokach to mimo bogatych balowych sukni, wykwintnych fryzur, wachlarzy, diamentów wpiętych we włosy, akurat moda Dwudziestolecia podoba się nam najbardziej.

Ówczesna kobieta mimo niewątpliwego uroku miała takie same prawa, co dziecko. Nie mogła pracować w urzędzie, brać udziału w wyborach, zarządzać swoim majątkiem. Nie mogła zakładać spraw sądowych, była niema. Nikt jej głosu nie słyszał, bo na gadanie dziecka także nie zwraca się uwagi, no i nie bierze się jego słów na poważnie.

Temat kobiet piszących w Dwudziestoleciu jest ciekawy, bo wtedy kobiety dosłownie dorwały się do piór i pisały na potęgę. 

Rozpoczęła się dyskusja między pisarzami a pisarkami.

 Polemiki między autorami, które publikowano w „Bluszczu”, „Wiadomościach Literackich”, „Prosto z Mostu”, „Tygodniku Ilustrowanym” czy „Kobiecie Współczesnej” dotyczyły pisarstwa kobiet. Nawzajem się atakowano, broniono, znowu atakowano i tak w kółko. Była to swoistego rodzaju rozprawa miedzy męskim światem literackim a kobiecym.

Włodzimierz Pietrzaktrafnie zauważa, że kobiety zgodnie twierdzą iż ci wszyscy mężczyźni, którzy przez wiele wieków monologowali w literaturze, nie rozumieli kobiet i nic prawdziwego o nich nie napisali. Dlatego panie odrabiają męskie zaniedbanie. Pisarki atakowały mężczyzn, i to jak mówi autor „bez pardonu”. Robiła to w swoich sztukach Jasnorzewska a Morozowicz-Szczepkowska wręcz „specjalnie” głosiła świętą wojnę przeciw rodzajowi męskiemu. Kobiety obarczały mężczyzn demonizmem, nazywały okrutnymi, o twardym sercu bez umiejętności kochania.

A co robili mężczyźni w literaturze?

Także kreowali kobiety na demony, wystarczy wspomnieć: księżnę Prepudrech u Stanisława Ignacego Witkiewicza, niedostępną Elżbietę Gintułt, kobiety Przybyszewskiego, Rebekę Choromańską. Pietrzak w podsumowaniu twierdzi, że sytuacja jest wyrównana. Zupełnie, jakby wrogowie od dziecka wyszli na podwórze i dali sobie po razie. Zgadzamy się z nim, tylko że konflikt nie ustał.

 Kobiety boją się ryzykować.

 Twierdzi Pietrzak, dlatego ich utwory są przepełnione sentymentalizmem i przez ten sentymentalizm pozbawione wartości dzieła sztuki. Są obserwatorkami. Analizują. Badają ludzkie załamania psychiczne i styl obyczajowy. Ale brak im „wielkiego literackiego ryzyka”. Bo Artysta nie może kopiować życia, pisząc przemienia fakty, które zaobserwował. Przeistacza je w elementy literackiej wizji.

Jednak nie ocenia kobiet ostro. Uważa, że pisarki polskie dotrzymały kroku męskiej generacji. Jak to nazywa, że współczesne pokolenie kobiet zostaje na granicach wysokiej poprawności.

  Niedościgły zaś jest wzór Żeromskiego i Wyspiańskiego. Zgodzimy się z tą tezą, jednak ten wzór na równi niedościgły jest dla mężczyzn, co i kobiet.

Do jutra!

Włodzimierz Pietrzak „Panie na Parnasie. Czy istnieje odrębna „literatura kobieca”, Miscellanea krytyczne”, 1957, s.93-97.

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinby feather