Koniec świata

                                                        

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,

Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,

Powiada przewiązując pomidory:

Innego końca świata nie będzie,

Innego końca świata nie będzie. [Cz. Miłosz, Piosenka o końcu świata”]

 

Świat jest jeden, a mimo to każdego dnia dla wielu osób się kończy, nie ten jeden wszędzie obecny, ale się kończy, nie dla zmarłych a dla żywych. Pamiętam z dzieciństwa bielone pnie jabłonek, drewniany dom z zapachem wilgoci i poranne mycie twarzy w lodowatej wodzie ze studni, czerwone krowy z pomarańczowymi kolczykami w wielkich uszach i kurz na drodze, ciche rozmowy zawieszonych na płotach sąsiadów, zapach mgły i skoszonej trawy, wieczorne muczenie krów, woń mleka, nawoływania babci, że już czas…

Świat się kończy nie kiedy umieramy, ale kiedy umierają inni

Umierają i zabierają ten swój świat, który nas grzał, co dnia, zabierają go ze sobą. Pozostaje dom, ciągle pachnie tą samą wilgocią, i sad rośnie, choć już zaniedbany, i ogród, pastwisko, płot i ta sama lipa, a nawet zwierzęta pozostają, ale tego świata już nie ma, bo osoby, które go tworzyły, ugniatały, ożywiały – umarły.

Świat to ludzie

Słońce wstaje, co dnia, podobnie jak i księżyc prawie każdej nocy oświetla mrok, a jednak światy umierają. Nie słychać trąb Jerychońskich, ani niebo nie zostaje przecięte ogniem na pół, umarli nie powstają z grobów, ale świat się kończy. Kończy się w potoku słońca, pośród pachnącej łąki, wśród echa odbijającego się na szczytach ośnieżonych gór. Gdy jest pogodnie i rześko, w chwilach radości i nadziei, pośród śmiechu i poczucia bezpieczeństwa kończy się świat.

Dlatego tak trudno uporać się z tęsknotą

Nie dość, że brakuje obecności człowieka, to brakuje tego, co wokół siebie roztaczał. W taki sposób umierają światy, światy lokalne, maleńkie, serdeczne i drogie. Mimo, że ten jeden ciągle trwa i wydaje się niewzruszony, to w jego wnętrzu kipią lokalne zapalniki i gasną. Nagle uświadamiamy sobie, że razem z babcią odeszły wieczory pełne mleka i zapachu rosy, razem z mamą zniknęły poranne racuchy i gorące mleko w kubku, ale nie tylko to, zniknęło ciepło i uśmiech pełnej zapachów kuchni, odwiedziny na trzy minuty, rozmowy na jednej nodze, przyjemność spojrzenia w kochane oczy, troska.

Każdego dnia giną światy

Każdego dnia, kiedy pędzimy po bułki, gazetę czy papierosy, gdy gonimy autobus, albo wyznajemy miłość, kiedy rodzimy dziecko i gdy prowadzimy je do ołtarza, w każdej minucie, czyjś świat odchodzi, ten jeden ciągle trwa, ale jednak świat umiera.

I być może faktycznie „innego końca świata nie będzie.”

Bądźcie z nami.

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinby feather