Lęk przed oddechem…

            Grenouille rozpoczął życie nie od zaczerpnięcia tchu, ale od morderczego wrzasku. Jego matka zmarła, a niemowlę oddano na wykarmienie mamce, która po kilku dniach odniosła go do zakonników i nie chciała znać.

            Chłopiec nie pachniał.

            Kiedy porzucił Paryż a wraz z nim posadę u perfumiarza, idąc polną drogą pośród łąk, mógł w końcu bez strachu zaczerpnąć powietrze. Im bardziej oddalał się od Paryża i ludzkich zapachów czuł się coraz lepiej, oddychał coraz lżej i szedł coraz raźniej. Nie potrzebował światła podczas wędrówki, oślepiające obrazy i kolory sprawiały ból jego oczom. Wędrował nocą z zamkniętymi oczami, kierował się węchem. Odpowiadało mu światło księżyca, bo księżyc nie zna kolorów. „Powlekał świat brudną szarością i na czas nocy gasił życie.” DSC00579

            Szary świat z zapachami nagiej ziemi był jedynym światem, jaki uznawał.

            Postanowił stworzyć zapach człowieka. Żeby przestać być monstrum, musiał pachnieć dzięki zapachowi mógł wtopić się w tłum. Jednak posunął się dalej, stworzył woń, która sprawiała, że ludzie stawali się mu przychylni. Najpierw tylko go lubili, potem kochali, a końcu oszaleli na jego punkcie.

            Grenouille bał się zaczerpnąć powietrza, bo jeden jego haust niósł z sobą tysiące zapachów, tym bardziej, jeśli niedaleko znajdowały się siedziby ludzi. Każdy zapach jego nos filtrował, przyporządkowywał i bezbłędnie szeregował.

            Wbrew pozorom nie jest to książka o mordercy. Morderstwa były czymś ubocznym, były częścią życia bohatera, konsekwencją jego inności. Dzięki nim i tylko w taki sposób mógł posiąść zapach ofiar. Nie można go oceniać poprzez moralność i etykę, gdyż sam pozbawiony własnej woni nie był człowiekiem ani nie czuł się jak człowiek.

            Liczyły się dla niego tylko zapachy, z tych zapachów budował człowieka, jego ciało, stwarzał jego przyjaciół i wrogów, wyznaczał mu przyszłość.

            W podobny sposób zachowują się bardzo uzdolnieni ludzie, uzdolnieni w jednym kierunku, postrzegają swoją pasję inaczej niż ich współplemieńcy. Bywają niezrozumiali i wyrzuceni poza nawias. Nikt nie lubi być inny. Nikt nie chciałby być kaleki. Kij zawsze ma dwa końce. A jednak każdy człowiek to indywiduum, różni się od swoich przyjaciół. Czy tego chce czy nie. Dlatego wszelkie działania na rzecz tego by się nie wyróżniać są moim zdaniem bezcelowe.

            To nie koniec rozmyślań nad zapachami i barwami, bądźcie z nami!

Zapisz

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinby feather