Polski Poe

            Stefan Grabiński urodził się w 1887 roku w Galicji, po studiach filologicznych zajął się nauczaniem. Debiutował w 1909 roku pod pseudonimem Stefan Żalny tomikiem nowel „Z wyjątków. Z pomroków wiary”. Zbiór ten z powodu „rażących mankamentów artystycznych” nie został zauważony. Dziewięć lat później debiutował po raz drugi, o ile można debiutować kolejny raz i wówczas zbiór nowel pt.: „Na wzgórzu róż” otworzył mu drogę do kariery. Prawdziwą sławę przyniósł mu tom „Demon ruchu”.

            Nazwano go „polski Poe”, bo jego twórczość przypomina twórczość Poe’go. Znawcy tematu twierdzą, że w nowelach Amerykanina pojawia się statek-widmo, a u Grabińskiego pociąg-widmo. Grabiński zamiast kota-upiora (zwiastuna czegoś nieuchronnego), pokazuje Smolucha (upiór zwiastujący kolejową katastrofę).

            I na tym naszym zdaniem, podobieństwa się kończą. Narracja Poe’go (chodź żeby rzetelnie porównać należałoby czytać jego prozę w oryginale) ma więcej dynamizmu, jest bardziej mięsista, zwarta, konkretna, bez zbędnych słów, wszystkie zdania służą odrysowaniu obrazu, który błyskawicznie włącza się w głowie. Sposób wypowiedzi Grabińskiego jest wolny, rozwlekły, trochę „ala” Żeromski, choć uboższy. Trochę stylizowany na gawędę wielkich powieściopisarzy, którzy mają dużo czasu i sobie marudzą.

            Lubimy szybkość, zaskoczenie, śmiganie, przygodę. Jeżeli ma być strasznie straćmy dech, albo podskoczmy na krześle. Krótka forma ma być oszczędna w słowa, pełna ekspresji, naszpikowana emocjami, ma iskrzyć. To się dzieje u Poe’go.

            U Grabińskiego jest „grzecznie”. Gdybyśmy nie wiedzieli, że był nauczycielem, porównalibysmy jego narrację właśnie do wypowiedzi nauczyciela. Bo ten, co uczy jest elokwentny, niezwykle poprawny, dosłowny, ostrożny, grzeczny ponad miarę i co najważniejsze wszystko tłumaczący. Taka przywara nauczycieli. Niestety, kiedy ktoś za dużo tłumaczy nudzimy się i zaczynamy rysować koniki.

            Proza Grabińskiego jest oryginalna, ale ileż można o pociągach. Jako powieściopisarz nie sprawdził się. Godne polecenia są tylko nowele i to jak się lubi specyficzny, nauczycielski ton. Bądźcie z nami!

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinby feather