Przydasie

W „Hanemannie” St. Chwin poświęca rzeczom bardzo wiele miejsca. Sam opis pośpiesznego pakowania całego dobytku zawiera kilka stron. Ileż tam tego jest; i pościel odświętna i pościel codzienna, obrusy, kapy, cukiernice, szklane łabędzie, garnuszek do kawy, lichtarze. Jednak podczas ucieczki, chwytano tylko przedmioty najmniejsze i najbardziej potrzebne takie, jak: pędzel do golenia, brzytwa w skórzanej pochwie, proszek do zębów, płócienne płachty zamiast miękkich ręczników czy niemodny i brzydki, ciepły, wełniany płaszcz.

Rzeczy potrafią przetrwać

Nawet wówczas, gdy ich właściciele już nie żyją. Z takich rzeczy ułożone są opowieści w muzeach przy budynkach kaźni, w obozach koncentracyjnych; fotografie, pojedyncze buty, paski, scyzoryki, medaliki. Przyglądając się im wyobrażamy sobie, kim byli, ci, co je nosili, co te rzeczy dla nich znaczyły, jakie mieli życie, w jaki sposób umarli.

Pamiątki znają prawdę

Ale nie potrafią mówić ludzkim głosem, co nie znaczy, że mówić nie potrafią wcale. Mówią, ale cicho i subtelnie, podobnie jak szumią drzewa, w korzeniach, w których pochowani są ludzie. Milczące opowieści niczym spojrzenia, którym nie towarzyszą żadne słowa ani nawet mimika twarzy.

Kiosk Ruchu

W czasach naszego dzieciństwa swoistym kosmosem klamotów wydawał się kiosk Ruchu, który pęczniał od nadmiaru rzeczy przydatnych i nieprzydatnych bez hierarchizowania ich, leżały sobie wygodnie komiksy typu „Tytus, Tomek i A’Tomek”, „Przekrój”, „Przyjaciółka”, a zaraz obok sikawki w kształcie jajek, papierosy „Popularne” i maleńkie samochodziki, które psuły się zaraz po tym, kiedy dostały się w rączki malucha, „Miś”, Świerszczyk” – taki dla dzieci, temperówki, żyletki do maszynek, kawa i gazety pełne okruchów, bo nad nimi sprzedający jadł bułkę z paprykarzem.

Damska torebka

Kolejne czarodziejskie miejsce. Torebka i kosmetyczka z zepsutym zameczkiem. Ta druga poplamiona od szminek, ale pachnąca, z odrobiną tuszu do rzęs na ząbkach nieczynnego zamku, ciągle rozsypujący się puder  i tępy pilnik do paznokci, używany do otwierania listów. Torebka miała w sobie więcej ekskuzywności, potrafiła pomieścić wszystko, nawet linę holowniczą, znamy taki przypadek, klucze, chusteczki, nagryziony lizak, kilka czekoladek, kosmetyczkę, karteczki z numerami telefonów, wylewający długopis, portfel, trzy jabłka i papierosy.

Kieszeń – osobista przystań

Tam chłopcy gromadzili ładne kamyki, upychali płótnianą chusteczkę, proce i bolce robione  z druta, w dobie grania w hacele i one tam znajdowały miejsce, ołówek, gumka i czasem nawet ekierka. Tylko cyrkiela nikt się nie odważył włożyć do kieszeni, nieopatrznie niektórzy upychali tam jabłko idąc na łąkę do koni, których stajnie mieściły się koło szkoły, a konie mają dobry węch i uwielbiają jabłka. Wierzcie nam, jeśli raz ktoś to zrobił więcej już tego nie powtórzył, bo pysk koński na zadku był szybszy niż ręka, wydobywająca jabłko.

Do następnego!

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinby feather