Skąd pochodzi kultura popularna?

Czy kultura masowa jest wytworem ludzi jako autonomiczny wyraz ich zainteresowań i sposobu doświadczania przez nich świata, czy została narzucona im odgórnie przez sprawujących władzę jako rodzaj społecznej kontroli?

Masowa publiczność

Masa to wielka liczba ludzi niezdolnych zrealizować się jako istoty ludzkie, są oni ze sobą niepowiązani żadnymi więziami ani jako jednostki ani jako członkowie wspólnot. Tak naprawdę są ze sobą powiązani w sposób abstrakcyjny, poza ludzki: łączy ich mecz piłkarski, wyprzedaż towarów, kosmetyki, jedzenie chipsów czy picie piwa o konkretnej nazwie.

Człowiek masowy

Jest samotnym atomem, jednakowym i nieodróżnialnym od milionów atomów tworzących „samotny tłum” [D. Riesman]. Jednak lud, czy też naród jest wspólnotą, czyli grupą jednostek powiązanych ze sobą interesami, pracą, tradycjami, wartościami, uczuciami, więzami krwi.

Kultura udaremniania i bierności

Kulturze masowej brak intelektualnego wyzwania i stymulacji, preferuje ona mało wymagającą wygodę fantazji i eskapizmu. Zaprzecza ona wysiłkowi myślenia, wyśmiewa wręcz zadawanie sobie trudu intelektualnego, trudu refleksji, rozumienia. W równym stopniu popiera ona komercjalizację, jak i konsumpcję, zysk i rynek oraz tłumi inne opozycyjne głosy [D. Strinati „Wprowadzenie do kultury popularnej” s.25].

We wczesnych latach trzydziestych

Q.D.Lewis napisała: „To co z bliska wydaje się trywialne, staje się poważnym problemem, jeśli zdamy sobie sprawę, iż oznacza to ni mniej ni więcej, że masowa publiczność – prosty czytelnik dra Johnsona – nie ma nawet bladego pojęcia o żywotnych zainteresowaniach współczesnej literatury, jest nieświadoma jej rozwoju i odporna na jej nauki, a ta ważna mniejszość, której jako jedynej przypadło zajmować się współczesną literaturą, zanika, jest izolowana, wypierana przez ten ogół i zagrożona wymarciem.”

 

Tym się martwiono w latach trzydziestych XX wieku. Obecnie mamy wiek XXI i martwić się już nie ma komu. Możemy tylko sobie gadać, możemy się nawet zastanawiać (nieliczni), dlaczego infantylne książki dobijają do milionowych sprzedaży? W latach powojennych jeszcze istniała literatura wyższa, ta popularna żyła na jej obrzeżach i nie była dominująca, obecnie jest na odwrót. Ta wyższa (właściwie w zaniku) dogorywa na obrzeżach literatury popularnej, ale (!) popularna z lat trzydziestych nie jest popularną z roku 2017-go. Procesu tego nie da się już odwrócić. Pytanie, co ma się stać z ludźmi, czytelnikami, którzy chcą wyższej literatury, ale nie dość, że jej nie dostają, to jeszcze wydawnictwa podszywają pod tę nazwę tytuły badziewne. Czy istnieje jeszcze literatura wyższa? Taka która dostarczy nam mądrości i estetycznego przeżycia? c.d.n.

Do następnego!

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinby feather