Szklane domy macierzyństwa u Żeromskiego

Cały problem z Cezarym Baryką polegał na tym, że był głupi. Głupi jako syn, głupi jako człowiek, głupi jako obywatel. Głupi jak rewolucjonista. Ot, co. Takie stare powiedzenie kiedyś krążyło wśród ludu „ciemnego”, ale żaden z tego ludu nie zachowałby się jak Baryka, mimo że ciemny i zacofany. Choć u "Chłopów" Reymonta byłoby to samo draństwo…

Szklane domy

w sensie utopia, marzenia „ściętej głowy”, niedorzeczne dążenia, sny o potędze, ale również inwigilacja. Szkło wszystko nie tylko światło przepuszcza, czyli obywatel jak na dłoni bez cenzury. Oko Wielkiego Brata patrzy, nie dość, że patrzy to widzi, a skoro widzi to wyciąga wnioski z tego patrzenia. To tyle, co do symbolizmu, bo my nie o tym, choć trochę też.

Samo Przedwiośnie

nie zrobiło na nas wrażenia, ot powieść ideologiczna, jakich wiele, właściwie więcej tych z ideologią zbratanych niż takich normalnych…(kiedyś policzymy ile tych a ile tych…) jednak jest tam w części czwartej pt.: Szklane domy piękny fragment. Fragment poświęcony matce Baryki. Matce pogrążonej w boleści, bo Rosja jest jej wygnaniem i ciągle jest obca, przyjechała do nowej ojczyzny razem z mężem i ten mąż był jej drogowskazem. Kiedy powołano go do wojska poczuła się jeszcze gorzej. Mąż wyjechał a syn się zbiesił. Syn młody byczek jeździł na grzbiecie matki, niemalże orał nią, popędzał jak starą chabetę a sam? Co czynił ów syn, który poczuł wolność, bo jarzmo ojcowskiej musztry spadło z niego niczym rozeschnięte chomąto z narowistego konia? Hasał, hasał! Rewolucjonistą się mienił, bo kilka pieśni rosyjskich potrafił wystękać. Kiedy ta rewolucja przyszła naprawdę, to ho, ho…oddał wszystko bez zastanowienia, cały skarb, który ojciec dla nich ukrył. Oddał dla sprawy! Matka na szczęście przewidziała i część tego skarbu ukryła gdzie indziej, chodziła potem po chatach, wsiach i koloniach, prosiła, oferowała klejnoty, sprzedawała; za mąkę, za cukier, za kilka placków. Wracała potem umęczona na piechotę, kilkadziesiąt kilometrów targając na chudych plecach zdobycz. Kiedy docierała do domu nim zdążyła zaczerpnąć powietrze, wbiegał jej syn, głodny jak wilk, wołała jedzenia i pędził dalej zmieniać świat.

Nim zrozumiał

czego dokonała ta kobiecina przez te kilka lat, ona w wieku czterdziestu wiosen padła umęczona rewolucją. A potem jeden z rewolucjonistów zdarł jej z palca obrączkę, razem ze skórą, bo złota. Czym była ta rewolucja jeśli nie tylko grabieżą ubraną w ładne słowa?

Dokładniej opowiemy o niej słowami Ossendowskiego, ale na tym etapie powiemy o dramacie matki Baryki. Może to taka moda była w literaturze by pokazywać obiboków w kolorze pozytywnym. Bo Antek Prusa jest pierwowzorem (według nas) Baryki, tyle tylko, że Baryka prócz tego, że był bogaty nic nie potrafił robić. Zaś Antek był biedny i prócz strugania patyków także nic nie potrafił. Co ich łączyło? Brak więzi z macierzą, brak uczuć, brak obowiązku względem starszego człowieka, brak, brak, brak! Łączył ich brak serca. Brak ludzkiego podejścia do życia, do bliskich. Obydwaj jako młodzi mężczyźni ssali z utyranej matki niczym świnie z maciory. Pili jej krew z żył i nie widzieli tego, albo inaczej, najważniejsze dla nich było to by pojedli, obojętnie czym, nie wzgardziliby nawet matczynym szpikiem z kości.

Dlaczego w szkole dumamy nad tym, czy też Baryka dołączył do pochodu czy nie?

To nie ma najmniejszego znaczenia. Bo Baryka był skończony jako człowiek już wtedy, gdy hulał uważając siebie za rewolucjonistę i poniewierając matką. W tym fragmencie jest przedstawiona cała kwintesencja rewolucji bolszewickiej. Rabunek, obojętność, porzucenie. To, co zrobił później jest niczym. Bo Baryka był nikim. Bawidamkiem, niezdecydowanym człowiekiem, od którego lepszy był byle wieśniak. Bo wieśniak gadał tak: nasi ojce tak żyli, było dobrze. I my tak żyć będziem i dobrze będzie. A kiedy kazali im uciekać mówili: co ja będę uciekał od swojej chałupy. Gdzie mi lepiej jak nie u siebie. Umrzeć każdy musi, po co uciekać przed śmiercią.

Szklane domy jako utopia

w sposób wstrząsający wpisuje się w macierzyństwo i życie matki Baryki. Bo życie tej kobiety utkane było z poświęcenia, jednak pomimo tego nie straciła swojego charakteru. Straciła radość – bezpowrotnie, ojczyznę i miłość – jednak nie uciekła, nie zdradziła, nie opuściła nikogo.

Baryka zaś nie odziedziczył po niej ani kszty tej silnej woli, ani odrobinki mądrości po ojcu, był taki jakich rewolucja kochała i potrzebowała. Nie zhańbił się myśleniem, łączeniem faktów, samodzielnym analizowaniem zdarzeń. Nikogo nie uratował (no poza jednym żołnierzem na polu walki), w cywilu nikomu nie pomógł sam za to wiecznie oczekiwał pomocy. Odrażająca postawa.

Najbardziej negatywny bohater z pośród powieści omawianych przez nas na tym blogu. Tutaj macie jeszcze Antka, którego ratuje tylko to, że był nieświadomy, bo bez wykształcenia, ale czy wszystkie wady charakteru można wytłumaczyć brakiem oświaty?

Bądźcie z nami!

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinby feather