Wiek żelaza

Coetzee jest trudnym pisarzem. Porusza prawdy tzw. „uniwersalne” takie, z którymi człowiek wcześniej czy później musi się zmierzyć. Każda jego książka zostawia wewnątrz czytelnika rysę, bruzdę, pieczęć. Odciska się niczym rozgrzany pręt.

„Wiek żelaza” jest opowieścią o starości

 O pokonywaniu samego siebie podczas świadomości, że się odchodzi, że soki już z organizmu wyciekają i niebawem ciało zacznie przypominać zasuszoną muchę. Dokładnie taką samą, jaką znajdujemy podczas wiosennych porządków, kiedy otwieramy po zimie okna by je umyć. Między oknami leży ich bardzo wiele, gdyby szeleściły, brzydzilibyśmy się ich.

Skoro starość to i samotność, cierpienie fizyczne i psychiczne

Nasz świat ten, który widzimy w mediach to kolorowy magazyn z brązowymi, nienaturalnie gładkimi kobiecymi udami. Błyszczącymi, nad wyraz miękkimi włosami, opadającymi na równie pięknie opalone twarze mężczyzn. Zieleń podrasowana, a kolumny drzew sztucznie naniesione. Papierowy świat, błyszczący i uwodzący oko, ale fałszywy.

Nie ma miejsca na starość, chorobę, samotność, smutek czy niechęć do komunikacji z ludźmi

 Jest tylko fontanna blichtru i porażająca biel zębów wystrzeżonych w uśmiechu. Niektórzy faktycznie dają się nabrać, wierzą że gdzieś jest piękniej. To tylko tutaj, obok obskurny warzywniak, rozjechany na drodze pies, kura, kaczka, droga na Ostrołękę – nuda.

Starość jest zapisana w genach

 Nie ma na nią sposobu. A jednak wielu się dziwi, kiedy przyjdzie. Kiedy twarze rodziców i bliskich pokrywają się zmarszczkami, kiedy pojawiają się choroby, gdy zaczynają drżeć ręce. W „Wieku żelaza” starość jest dramatyczna, ale jest także manifestacją siły. Pomimo wielkiego cierpienia (bohaterka umiera na raka) stara się zachować godność, nie skomli, nie szaleje. Książka poraża

 Samotność to nie brak ludzi wokół, tylko wewnętrze samopoczucie. Podobnej samotności doświadczamy w każdym wieku, tylko stary człowiek nie ma się często, czym zająć i wie, że jego samotność niedługo wypełni obecność śmierci. Młody o śmierci nie myśli. Stary przeczuwa, że z każdym dniem zbliża się do niej.

 Można do starości dojrzeć, tak jak dojrzewa ciało

 Tylko trzeba sobie uświadomić, że jest ona taką samą częścią życia, jak dzieciństwo czy młodość. Często się słyszy, kiedy ktoś chce innego zranić, że jest stary. Warknie mu stary dziad, stara baba! Zupełnie, jakby to znaczyło, brudny, cuchnący, odrażający. A starość wcale nie jest wstydliwa. To nie powód do chowania się w domu, bo uroda zwiędła. Wstydzić należy się tylko złego życia. Jeżeli krzywdziliśmy innych, mamy się, czego wstydzić. Trzeba jeszcze o jednym pamiętać: starość czeka każdego, tak jak śmierć i głupotą jest udawanie, że kogoś nie dotyczy, dlatego że teraz ma dwadzieścia lat.

Do jutra!

           

           

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinby feather